Następnie ogłosił pierwszy program fundacji: każdy sklep będzie miał specjalną półkę z podstawowymi produktami spożywczymi – mąką, olejem, cukrem, konserwami – opłacanymi ze środków fundacji, dla rodzin naprawdę potrzebujących, rekomendowanych przez ratusze lub kościoły.
Żadnych zdjęć.
Żadnych reklam.
Po prostu pomoc.
W kolejnych miesiącach widziałem rzeczy, których nie widziałem przez siedemdziesiąt lat działalności.
Mężczyzna po pięćdziesiątce, były więzień, zatrudniony w magazynie, który pracował jako kopacz i przychodził codziennie dziesięć minut wcześniej.
Samotna matka, która otrzymała zasiłek na czynsz i po roku przyszła z domowym ciastem, żeby podziękować.
Nastolatek na stypendium, dziecko byłego skazańca, przyjęty na Wydział Lekarski w Bukareszcie.
Pewnego wieczoru Alexandru podszedł do mnie z teczką pod pachą.