Nazywam się Dumitru Hârjoi i mając dziewięćdziesiąt lat, mam więcej nieruchomości niż przyjaciół

Następnie ogłosił pierwszy program fundacji: każdy sklep będzie miał specjalną półkę z podstawowymi produktami spożywczymi – mąką, olejem, cukrem, konserwami – opłacanymi ze środków fundacji, dla rodzin naprawdę potrzebujących, rekomendowanych przez ratusze lub kościoły.

Żadnych zdjęć.

Żadnych reklam.

Po prostu pomoc.

W kolejnych miesiącach widziałem rzeczy, których nie widziałem przez siedemdziesiąt lat działalności.

Mężczyzna po pięćdziesiątce, były więzień, zatrudniony w magazynie, który pracował jako kopacz i przychodził codziennie dziesięć minut wcześniej.

Samotna matka, która otrzymała zasiłek na czynsz i po roku przyszła z domowym ciastem, żeby podziękować.

Nastolatek na stypendium, dziecko byłego skazańca, przyjęty na Wydział Lekarski w Bukareszcie.

Pewnego wieczoru Alexandru podszedł do mnie z teczką pod pachą.