— Panie Hârjoi, mam dane z pierwszego roku.
Przyjrzałem mu się uważnie.
— I?
— Zyski wzrosły.
Zaśmiałem się.
— Jak to?
— Ludzie zaczęli ufać. Kiedy wiedzą, że nie są traktowani jak numery, wracają.
Wtedy zrozumiałem coś, czego nie rozumiałem przez dekady prowadzenia biznesu: szacunek to nie wydatek. To inwestycja.
Pewnego ranka znowu poszedłem do sklepu, bez zapowiedzi. Tym razem ubrany skromnie, ale schludnie. Przechadzałem się między półkami.
Młoda kasjerka uśmiechnęła się i zapytała, czy może mi w czymś pomóc.
Pracownik układał towar i witał każdego klienta.
Nie wiedzieli, kim jestem.
I to było najważniejsze.