Nazywam się Dumitru Hârjoi i mając dziewięćdziesiąt lat, mam więcej nieruchomości niż przyjaciół

— Panie Hârjoi, mam dane z pierwszego roku.

Przyjrzałem mu się uważnie.

— I?

— Zyski wzrosły.

Zaśmiałem się.

— Jak to?

— Ludzie zaczęli ufać. Kiedy wiedzą, że nie są traktowani jak numery, wracają.

Wtedy zrozumiałem coś, czego nie rozumiałem przez dekady prowadzenia biznesu: szacunek to nie wydatek. To inwestycja.

Pewnego ranka znowu poszedłem do sklepu, bez zapowiedzi. Tym razem ubrany skromnie, ale schludnie. Przechadzałem się między półkami.

Młoda kasjerka uśmiechnęła się i zapytała, czy może mi w czymś pomóc.

Pracownik układał towar i witał każdego klienta.

Nie wiedzieli, kim jestem.

I to było najważniejsze.