Nazywam się Dumitru Hârjoi i mając dziewięćdziesiąt lat, mam więcej nieruchomości niż przyjaciół

— Rozdajesz setki milionów lei więźniom i żebrakom? I co zostaje rodzinie?

Spojrzałem na niego spokojnie.

— Moja rodzina nie szukała mnie, kiedy spałem po trzy godziny na dobę, żeby utrzymać sklepy na powierzchni.

Wyszedł, trzaskając drzwiami.

W mieście wieść rozeszła się szybko. Niektórzy pracownicy byli niepewni. Obawiali się, że zmiany przyniosą cięcia, restrukturyzację, chaos.

Alexandru zwołał walne zgromadzenie w centralnym magazynie w Krajowej.

Nie mówił o zyskach.

Nie mówił o liczbach.

Mówił o ludziach.

„Jeśli klient przyjdzie głodny i wyjdzie upokorzony, stracimy coś więcej niż tylko sprzedaż” – powiedział. „Straciliśmy coś z siebie”.

Zapadła kompletna cisza.