Nelu stał tam z papierami w ręku, patrząc to na mnie, to na mojego ojca, jakby zastanawiał się, czy nie robię jakiegoś głupiego przedstawienia. Muzyka w holu wciąż grała, ludzie się śmiali, brzęczały kieliszki, ale między nami utworzyła się zimna bańka, w której nic się nie poruszało.
— Evan… dlaczego nic nie powiedziałeś? — zapytał mnie głosem, który w ogóle nie przypominał tonu jego „idealnego” brata.
— Bo nie powinienem był tego mówić — odpowiedziałem spokojnie. — To było moje życie. I chciałem, choć raz, sam wybrać, jak będzie wyglądało.
Ojciec próbował złapać oddech, ale każdy oddech sprawiał mu ból.
Moja matka też przyszła, zwabiona spojrzeniami ludzi. Na widok papierów jej oczy zwilgotniały.