Nie było już wstydu.
To już nie był on.
Wzięłam chusteczkę, w której trzymałam pieniądze, i schowałam ją do szuflady. Pusto. Na pamiątkę.
Pewnego dnia, kilka miesięcy później, spotkałam go przypadkiem na ulicy. Spieszył się. Rzucił mi krótkie spojrzenie.
Miałam na sobie granatową sukienkę i uśmiechałam się.
Nie dla niego.
Dla siebie.
Bo spośród wszystkich tych stosów pieniędzy, spośród wszystkich nocy spędzonych na podłodze i spośród całego upokorzenia, wybrałam ten duży stos.
Wielki stos odwagi.
I to był najlepszy wybór w moim życiu.