Tego wieczoru usiadł na podłodze z synem. Śmiał się. Śpiewał źle. Zapomniał o pieniądzach, firmie, procesach sądowych.
Miesiąc później Petrișor wstał, opierając się o kanapę.
Rok później stawiał pierwsze kroki.
Radu zamknął firmę, która go od zawsze trzymała z daleka. Otworzył mały ośrodek rehabilitacyjny, bezpłatny dla rodzin bez szans.
Ana została koordynatorką.
A na drzwiach kuchennych ich willi pozostała ta kartka.
„Każdy mały krok się liczy”.
Bo czasem prawdziwe bogactwo nie kryje się w sejfie, ale w prostych rzeczach, robionych z sercem.