Milioner odkrywa, że ​​jego była dziewczyna, którą zostawił sześć lat temu

— Chcę być częścią ich życia — powiedział drżącym głosem. — Nie proszę o nic więcej.

Klara pokręciła głową.
— Nie możesz po prostu pojawić się po tym wszystkim i powiedzieć tego. Mają ojca — nie z krwi, ale to człowiek, który zawsze był przy nich.

Mihai zamknął oczy. Jakby ktoś wyssał mu powietrze z piersi. Ale potem, patrząc na dzieci biegnące alejką, poczuł coś, czego nigdy wcześniej nie czuł: ogromną potrzebę naprawienia wszystkiego, przynajmniej trochę.

Przez kilka następnych dni codziennie wracał do domu kultury, nic nie mówiąc. Wpłacał datki na program żywnościowy, przynosił zabawki, czytał dzieciom bajki. Klara obserwowała go z dystansu, nieufnie, ale coś w jego zachowaniu wydawało się szczere. Nie był już tym samym zimnym mężczyzną w drogich garniturach.

Pewnego deszczowego dnia Livia podeszła do niego z rysunkiem.
— Panie Mihai, patrz, narysowałam pana. Ciebie i nas!

Mihai uklęknął, patrząc na drżący rysunek czterech postaci trzymających się za ręce pod wielkim słońcem.
— Dziękuję, maleńka… to najpiękniejszy prezent na świecie — wyszeptał.

Klara spojrzała na nich i po raz pierwszy się uśmiechnęła. Lekkim, ale szczerym uśmiechem.

W kolejnych miesiącach Mihai nie uciekał już przed niczym. Zostawił interesy w rękach innych i poświęcił się ośrodkowi, dzieciom, Klarze. Nie chodziło już o pieniądze, ale o czas – jedyną rzecz, której nie można kupić, ale którą można dać.