Mihai cofnął się o krok, czując, jak zimne powietrze w pomieszczeniu nagle go opuszcza. Patrzył, jak Klara śmieje się z dziećmi, ociera im poplamione sosem usta i mówi coś, co je rozśmiesza. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek widział ją piękniejszą. Może dlatego, że teraz w jej oczach było coś jeszcze – siła matki, światło kobiety, która nie była już od nikogo zależna.
Uświadomił sobie, że nie ma prawa do niej podejść. A jednak każda cząstka jego chciała.
Po tym zdarzeniu Klara wyszła na podwórze, trzymając dzieci za ręce. Mihai zebrał się na odwagę i podszedł.
—Klaro… możemy porozmawiać chwilę?
Odwróciła się bez uśmiechu, ale też nie bez nienawiści. W jej oczach malowało się jedynie zmęczenie.
—O czym? O tym, jak mnie zostawiłaś bez wyjaśnienia? Albo o tym, że nigdy nie zapytałaś, czy wszystko w porządku?