— Nie zostań tu ani jednej nocy — powiedział stanowczo.
Gabriela nagle podniosła wzrok.
— Leo, nie…
— Przestań się opierać. Proszę. Przestań podejmować decyzje sama.
Po raz pierwszy jego ton był stanowczy, a nie wyrzutujący.
Poszli do samochodu. Dziewczynki patrzyły na nią jak na istotę z innego świata. Kiedy usiadły na tylnym siedzeniu, ostrożnie dotykały tapicerki, jakby bały się coś uszkodzić.
Leonard zabrał je prosto do hotelu w centrum miasta. Wynajął duży apartament, bez żadnych wyjaśnień. Recepcjonistka spojrzała na niego ze zdziwieniem, widząc bosonogą kobietę i brudne dzieci, ale nic nie powiedziała.
W łazience Gabriela wzięła długi prysznic. Brudna woda kapiąca na płytki zdawała się zmywać lata cierpienia. Leonard zamówił nowe ubrania. Piżamy. Buty. Wszystko w dziewczęcych rozmiarach.
Kiedy wyszły czyste, ubrane w proste różowo-białe ubrania, Leonard poczuł, jak uginają się pod nim kolana. Wyglądały jeszcze bardziej jak on.
Tego wieczoru było cicho. Dziewczyny zasnęły w prawdziwym łóżku, trzymając się za ręce.
Gabriela usiadła na skraju kanapy, wpatrując się w podłogę.
„Nie chcę twojego współczucia” – powiedziała cicho.