– Mam cię dość od naszej pierwszej nocy poślubnej! Jesteś mi obrzydliw

Zauważałam jego krótkie spojrzenia wymieniane z Iriną Władimirowną, ale udawałam, że jestem pochłonięta uroczystością.

Po każdym takim spojrzeniu coś boleśnie zaciskało się w środku, ale nadal się uśmiechałam i przyjmowałam gratulacje.

– Karino, jak się cieszymy, że wyzdrowiałaś! – ćwierkała żona zastępcy taty. – Co za okropność, kiedy dowiedzieliśmy się o wypadku!

– Tak, straszny czas – przytakiwała jej przyjaciółka. – Ale teraz wszystko już za nami, dzięki Bogu!

Kiwnęłam głową, dziękowałam, a sama mimowolnie wracałam myślami do tych dni w szpitalu.

Dziwny czas… jak we mgle. Fragmenty wspomnień, rozmów, czyjeś kroki na sali…

– Kochana, wszystko jest po prostu cudowne! – mama objęła mnie za ramiona, wyrywając z zadumy. – Co za piękne święto. A ty dziś taka piękna! Cudownie!

– Dziękuję, mamo.

– Tylko… – zawahała się. – Anton jest jakiś spięty. Wszystko w porządku?

– Oczywiście – ledwo uśmiechnęłam się. – Po prostu nie lubi dużych towarzystw.

W tym momencie podszedł tata i troskliwie objął mamę:

– O czym szepczecie?

– Ach, kobiece sprawy – machnęłam ręką.

– Córeczko! Jestem z ciebie tak dumny. Jak sobie ze wszystkim poradziłaś… Jesteś prawdziwą wojowniczką!

Mocno przytuliłam tatę, chowając twarz na jego ramieniu. Ojciec nie wiedział nawet połowy tego, z czym musiałam się zmagać. I, mam nadzieję, nigdy się nie dowie.

Zabrzmiała powolna muzyka: piosenka, przy której tańczyliśmy z Antonem na weselu.