– Mam cię dość od naszej pierwszej nocy poślubnej! Jesteś mi obrzydliw

– Dziękuję! Ty też świetnie wyglądasz. Nie wątp w to!

Coś w jej spojrzeniu wydawało mi się dziwne, ale postanowiłam nie zwracać na to uwagi.

Nie miało to sensu, przynajmniej na razie.

Zaczęła się uroczystość.

Wznoszono toasty, grała muzyka, goście tańczyli.

Z boku mogło się wydawać, że wszystko idzie idealnie, ale ja czułam narastające napięcie.

Anton trzymał się na uboczu, od czasu do czasu rozmawiając z kolegami.

Czasami rzucał dziwne spojrzenia w stronę Iriny Władimirownej, która starannie udawała, że go nie zauważa.

Podeszłam do męża i z uśmiechem zapytałam:

– Może zatańczymy? W końcu to nasza uroczystość.

– Nie teraz – odmachnął. – Trochę kręci mi się w głowie.

– Dzisiaj jesteś jakiś dziwny…

– Po prostu zmęczony. Nie lubię dużych zgromadzeń, wiesz. Nie trzeba wymyślać niczego zbędnego!

Wieczór nabierał tempa. Prezenter – młody chłopak w modnym garniturze – profesjonalnie kierował nastrojem gości.

Obserwowałam to, starając się nie ujawniać swojego wewnętrznego niepokoju.

Tylko ja wiedziałam, jak wyjątkowa będzie ta uroczystość. Trzeba było tylko trochę poczekać.

Anton trzymał się na uboczu, uśmiechając się od czasu do czasu do znajomych.