– Kupiłam mężowi samochód za 3,5 miliona rubli na urodziny i zobaczyła

– Słuchaj – przerwałam mu – może lepiej skupić się na karierze? Dobrze sobie radzisz, jesteś ceniony w salonie…

– Salon? – odpowiedział zirytowany. – To zupełnie inne pieniądze! Masha, zrozum! Taka okazja zdarza się raz w życiu.

– I ile potrzeba? – zapytałam, już przewidując odpowiedź.

– Półtora miliona – spojrzał na mnie uważnie. – Masz trzysta tysięcy… Nie masz jakichś oszczędności? Mówiłaś, że więcej zamówień…

Milczałam, rozdarta między chęcią pomocy a strachem przed powtórką z poprzedniego razu.

– Masha, proszę – złapał mnie za rękę. – Przeliczyłem wszystko, ryzyko minimalne. Za rok potroimy inwestycję, obiecuję.

– Kochanie, przepraszam, ale… nie mam takich pieniędzy – starałam się mówić łagodnie. – Wiesz, ile zarabiam. Ledwo wystarcza na życie.

– No dalej, coś musi być! – błagał. – Może rodzice pomogą? Albo przyjaciele?

– Nie – pokręciłam głową. – I zostawmy to.

Andrey gwałtownie wstał:

– Jasne. Czyli nie wierzysz we mnie. Jak zawsze! Co to za żona!

Przez kolejne dni prawie ze mną nie rozmawiał, wychodził wcześnie i wracał późno.