„Kto to zrobił?!” krzyknął przywódca gangu, gdy zobaczył wdowę z dziećmi

„Kto cię wypuścił z domu o tej porze?”

Cristina otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Jej usta drżały niekontrolowanie. Dziewczynka odezwała się pierwsza.

— Zapukali do naszych drzwi… głośno… matka się przestraszyła…

Mężczyzna na chwilę zamknął oczy. Otworzył je ponownie, a jego wzrok był teraz ostry.

— Zabierzcie dzieci. Teraz — powiedział krótko.

Dwóch mężczyzn wyjęło z bagażnika grube koce. Owijali nimi dzieci jedno po drugim, z niespodziewaną ostrożnością. Ktoś otworzył drzwi samochodu i ciepłe powietrze wypłynęło niczym obietnica.

Noworodek wydał cichy, prawie niesłyszalny dźwięk. Cristina poczuła, jak uginają się pod nią kolana. Rozpłakała się bezwstydnie, nie mając siły, by się powstrzymać.

Zabrali ją do małego pensjonatu na skraju wioski na Bukowinie. Właścicielka, kobieta po pięćdziesiątce, natychmiast zagotowała wodę i wyjęła ze spiżarni herbatę, koce i suche ubrania.

Dzieci zasnęły jedno po drugim.

Cristina siedziała przy stole, trzymając w dłoniach kubek, gdy przywódca bandy usiadł przed nią.

„Twój mąż…” powiedział cicho. Pracował dla nas.

Cristina zamarła.

„Wpadł w długi. Sporo. Kiedy umarł, ktoś zadecydował, że musisz zapłacić.”