— Klucze i rzeczy — do wyjścia! To mieszkanie JEST MOJE, a wy — uzurpa

Sypialnia przywitała ją chłodem i półmrokiem, ale nawet tutaj nie było wrażenia ciszy — jakby całe powietrze było gęste, ciężkie od nagromadzonego przez ostatnie miesiące napięcia.

Wiktoria usiadła na skraju łóżka, zakryła twarz dłońmi.

Ścisnęło ją w gardle, oczy zapiekły, ale nie pozwoliła sobie się rozpłakać — łzy teraz oznaczałyby słabość, a słaba być już więcej nie zamierzała.

Słyszała za drzwiami stłumione głosy — Igor kłócił się z matką, ta coś żałośnie mówiła, czasem pociągała nosem.

Brzmiało to jednocześnie absurdalnie i boleśnie znajomo. Im dwojgu zawsze było razem wygodnie.

A ona — zawsze musiała się dopasowywać.