— Klucze i rzeczy — do wyjścia! To mieszkanie JEST MOJE, a wy — uzurpa

Dość.

Wiktoria wstała, podeszła do okna, szeroko je otworzyła.

Listopadowe powietrze w Moskwie czy na jej przedmieściu było zimne, wilgotne, ale właśnie teraz wydało jej się jedynym normalnym, uczciwym i czystym w tym mieszkaniu.

Stała tak z pięć minut, aż w środku zrobiło się trochę lżej.

Potem odwróciła się i zaczęła metodycznie zbierać dokumenty — paszport, umowę na mieszkanie, stare wydruki spłat kredytu hipotecznego.

Wszystko, co mogło się przydać, jeśli Igor naprawdę postanowi postawić na swoim i

urządzać awantury.

Ręce jej się trzęsły, ale ruchy miała precyzyjne.

Kroki w korytarzu. Zapukanie.

— Wika, mogę wejść? — głos Igora był stłumiony, prawie służbowy.

— Wejdź.