— Klucze i rzeczy — do wyjścia! To mieszkanie JEST MOJE, a wy — uzurpa
Tobie powinno być przecież lżej.
— Lżej? — Wiktorii wyrwał się krótki śmiech. — Lżej było wtedy, kiedy pani tu nie było.
Igor ostro:
— Teraz to przegięłaś!
— Aha — Wiktoria spotkała się z nim spojrzeniem. — A gdy ona nazywa mnie beznadziejną gospodynią przez telefon, to jest normalne?
Albo gdy tak podkręca telewizor, że ściany się trzęsą?
Albo kiedy w moich szafkach wszystko przestawia tak, jak jej wygodnie? To jest normalne?
— Nic takiego nie mówiłam! — rozłożyła ręce teściowa, chociaż obie doskonale wiedziały, że mówiła.
Igor wskazał palcem w stronę sypialni:
— Wika, idź się uspokój.
Wypuściła powietrze. Powoli. Bardzo powoli. Bo teraz nie było już sensu czegokolwiek w sobie tłumić.
— Nie, Igor. To nie ja mam się uspokoić. To wy oboje macie spakować swoje rzeczy.