— Klucze i rzeczy — do wyjścia! To mieszkanie JEST MOJE, a wy — uzurpa
Wiktoria spojrzała na nią tak, że każdej innej ugięłyby się kolana, ale Alla Pietrowna się nie speszyła — całe życie była przyzwyczajona do wywierania presji na ludziach.
— Rodzina? — zapytała Wiktoria. — To nazywa pani rodziną?
Kiedy przestawia mi pani rzeczy, wtrąca się w nasze relacje, komentuje każdy mój ruch?
Alla Pietrowna westchnęła tragicznie:
— Ja tylko staram się pomóc. Dom u was… no, delikatnie mówiąc, wymaga ręki doświadczonej gospodyni.