— A to podpis osoby, która wszystkim kierowała.
Odwróciłem się w stronę teścia.
— Twojego ojca, Andreo.
Mężczyzna osunął się na krzesło.
— To… to niemożliwe…
— Niestety możliwe — odpowiedziałem. — Ojciec dzieci przekazał mi je, zanim wyjechał z kraju. Zostawił mi też tę kopertę. Wiedział, że je ochronię. Wiedział, że będę dla nich domem.
Maria wtuliła się we mnie.
— Tato… ty jesteś naszym tatą, prawda?
Objąłem je oboje.
— Jestem. Każdego dnia. Każdym wyborem. Każdym gestem.