— To notarialne oświadczenie biologicznego ojca dzieci.
Te słowa uderzyły jak grom. Teść zachwiał się i oparł o stół.
— On nie „zniknął” — kontynuowałem. — Został zmuszony do odejścia.
Andreea pobladła.
— Co ty mówisz…?
Podniosłem wzrok.
— Był szantażowany. Zastraszany. Usunięty z drogi, bo wiedział zbyt wiele o interesach waszej rodziny.
W ogrodzie przeszedł szmer niedowierzania.
— Kłamstwa! — krzyknęła Sorina.
Wyjąłem kolejną kartkę.
— Tu są przelewy bankowe. Duże kwoty. Płatności za milczenie.
A potem ostatni dokument.