Gdy winda jechała piętro za piętrem, Clara przyciskała plecak do piersi, jakby miał w sobie całą potrzebną jej siłę. Richard obserwował ją kątem oka, próbując zrozumieć, jaka tajemnicza siła pchnęła to dziecko do wejścia w miejsce, w którym nawet dorośli czuli się onieśmieleni.
Kiedy drzwi otworzyły się na 27. piętrze, powitał ich cichy korytarz ze szklanymi ścianami i nowoczesnymi biurami. Clara przygryzła wargę, ale nie dała po sobie poznać strachu. W Rumunii czułaby się jak dziecko z małej wioski wchodzące do ogromnego ratusza w stolicy – różnica światów była przytłaczająca, ale wola serca mogła przenosić góry.
„Chodź ze mną” – powiedział Richard, otwierając drzwi do sali konferencyjnej.