— Przepraszam, źle usłyszałam — powiedziała Waleria, wciąż spokojnie po angielsku. Czerwone czy białe?
Jeden z mężczyzn odchrząknął.
— Czerwone, czerwone, dziękuję, proszę pani — powiedział po rumuńsku, zawstydzony.
Waleria skinęła głową, zapisała to i odwróciła się do baru. Szła cicho, ale w głębi serca płonęło jej serce. Czuła, że każdy wzrok ją śledzi. Że każda kobieta w restauracji, kelnerka czy klientka, odczuwała w sobie to samo poczucie godności.
Kiedy wróciła z winem, Eric już wstał. Trzymał w dłoni rachunek, a tysiąc lei zmięto w palcach.
„Wygrał pan” – powiedział, wymuszając uśmiech.
Valeria spojrzała na niego przelotnie, po czym odłożyła butelkę na stół.