W słabym świetle starej lampy rodzice stali jak sparaliżowani. Kobieta przed lustrem miała twarz pełną głębokich blizn, starych oparzeń, które zniekształciły jej rysy. Tylko jej oczy zachowały delikatną urodę, ale i niezrozumiały smutek.
Matka drżąc, kurczowo trzymała się framugi drzwi. Ojciec, oniemiały ze strachu, przeżegnał się, a następnie powoli, bezszelestnie zamknął drzwi.
Rano, przy śniadaniu, synowa nie zeszła. Tylko ich syn, Mihai, siedział przy stole w milczeniu. Matka z ciężkim sercem postanowiła go zapytać.
— Mihai… co się stało z tą dziewczyną?
Odłożył łyżkę i głęboko westchnął.