Cała wieś zaniemówiła, gdy jeden z mieszkańców wrócił do domu

— Mamo… kiedy byłem w mieście, pracowałem w fabryce. Pewnego dnia wybuchł tam pożar. Wielu uciekło, ale ona… została, by pomóc dziecku uwięzionemu pod belką. Udało jej się go uratować, ale płomienie poparzyły jej twarz.

Rodzice milczeli. Kobieta, która wszystkich przestraszyła, była prawdziwą bohaterką.

Kilka dni później matka Mihaia nieśmiało zapukała do drzwi pokoju.
— Kochana… czy mogę wejść?

Z wnętrza dobiegł łagodny głos:
— Proszę, mamo…

Po raz pierwszy synowa zdjęła chustę, która zakrywała jej twarz. Matka pozostała nieruchoma, ale nie ze strachu. A z litości. Zrobiła krok w jej stronę, wzięła jej dłonie w swoje i pocałowała je.

— Wybacz mi, dziecko… że osądzam to, czego nie wiedziałam.