Biedna kelnerka zostaje wrzucona do basenu, wszyscy się z niej śmieją

Cisza, która zapadła na tarasie, była tak przytłaczająca, że ​​można ją było kroić nożem. Lilia czuła, jakby wszystkie oczy były zwrócone na nią, ale nie miała już siły, by podnieść wzrok. Pragnęła tylko zniknąć. Nie być już tam, w okrutnym świetle i pod zimnym spojrzeniem ludzi, którzy widzieli w niej tylko nikim.

Eugen zrobił kilka kroków w jej stronę, a goście instynktownie się rozstąpili, zostawiając jej wolną drogę. Nawet powietrze zdawało się od niego oddalać. Gdy dotarł do Lilii, wyciągnął do niej rękę.

„Chodź. Wstawaj”.