Bezdomny chłopiec zawołał: „Nie jedz tego!” Miliarder zamarł, gdy dowi

Wszystkie spojrzenia zwróciły się na niego. Maitre wstał:

– Proszę pana, przepraszam, zaraz go wyprowadzę –

Ale Vance uniósł rękę. W głosie chłopca było coś… To nie był żart ani dziecięca histeria.

To był krzyk pełen przerażenia. Krzyk kogoś, kto widział za dużo.

Vance zamarł z widelcem w powietrzu, zatrzymując go centymetry od ust.

– Co powiedziałeś? – zmrużył oczy.

– Widziałem! Szef! On coś tam dosypał. Widziałem! To trucizna – przysięgam!

W sali rozległy się szepty. Vance odwrócił się do kelnera, oszołomiony:

– Przyprowadź szefa. Natychmiast.

Ochrona wkroczyła do akcji, a wkrótce szef – szczupły mężczyzna o imieniu Marco – stanął przed stolikiem. Pobladł, ale odpowiedział ostro:

– To niedorzeczne! Jakiś uliczny chłopak wpada z krzykiem – i wy mu wierzycie?

Vance nie odpowiedział. Uważnie patrzył na drżącego Liama ze zaciśniętymi pięściami.