Deszcz nie przestawał padać na ulice Manhattanu, tonując miasto w przygnębiającą szarość.
Biznesmeni spieszyli na spotkania, chowając się pod parasolami. Turyści kryli się pod daszkami sklepów.

Ale nikt nie zwracał uwagi na wychudzonego chłopca, ubrudzonego błotem, kucającego przy śmietnikach przy wejściu do drogiej restauracji przy Piątej Alei.