— Ile kosztuje cały koszyk? — zapytałem.
— Co?… Hm, około dwustu euro, chyba — burknęła.
Wyciągnąłem pieniądze, podałem jej je, wziąłem koszyk z kwiatami i dałem go staruszkowi.
— Proszę, weź to. Zasługujesz na to. Życzę pani szczęścia.
Starszy pan stał tam z niedowierzaniem. Uśmiechnął się delikatnie. Łzy nadal spływały po jego twarzy, ale trzymał w rękach tę połamana gałązkę mimozy.