Anna Voroncova: od upokorzenia byłego męża do siły i niezależności w świecie korporacji i sprawiedliwości

— Kochanie — powiedziałam, gdy Viktor odebrał — potrzebuję przysługi. To o jednym z twoich pracowników. Nie, nie chodzi o zwolnienia. To byłoby zbyt łatwe.

Następnego dnia Oleg rozpoczął cichy koszmar. „Najbardziej obiecujący” został wysłany do projektu pilotażowego: powtarzalna, drobiazgowa praca. Dokładnie przeciwieństwo Olega.

Jego bezpośredni przełożony, nieugięty Petro Semenovič, wypełnił polecenie dyrektora z zapałem. W korytarzu dziewczyny z księgowości szeptały:

— Dziś Semenovič go rozłożył na łopatki. Jeden przecinek źle wstawiony i pół godziny lekcji o interpunkcji w transporcie międzynarodowym.

Tydzień później spotkałam go przy windzie. Wyglądał na zmęczonego i wściekłego.

— Te windy są ślimakami — syczał. — Wszystko tu jest do niczego.

— Czasem problem nie jest w windzie — powiedziałam spokojnie — ale w pasażerze, który nie zna swojego piętra.

Wysunęłam się przed drzwi. On został. Patrzył, zdezorientowany. Strach w oczach. Po tygodniu szukał wszędzie. Przeglądał zdjęcia, raporty, informacje. W końcu znalazł zdjęcie z sylwestra: Viktor obejmujący mnie. Pewną siebie, spokojną, własną.

Wieczorem spotkał mnie w garażu.

— Anja? — wyszeptał.