Zrobiłam krok do przodu.Powoli.Spokojnie.
Moje buty odbijały się echem od marmurowej podłogi i coś w tym dźwięku sprawiło, że ludzie zaczęli odwracać głowy.

Rozmowy jedna po drugiej cichły.
Muzyka wciąż grała, ale nikt już jej nie słuchał.
„Przepraszam” – powiedziałam spokojnym, lecz chłodnym głosem.
„Czyj to dom?”
Mój syn odwrócił się w moją stronę, zirytowany.