5-letnia dziewczynka stanęła przed sędzią na wózku inwalidzkim i powiedziała

Czekała.

To słowo krążyło po głowie Andrieja, gdy siedział na ławie w sali sądowej, z dłońmi splecionymi razem i wzrokiem wbitym w podłogę.

Nie wiedział, jak Ilinca się tu znalazła. Później dowiedział się, że jego sąsiadka z dołu, ciocia Maria, usłyszała jej kaszel przez sufit i przyszła sprawdzić. Kiedy dowiedziała się, co się stało, wzięła ją za rękę i zaprowadziła do sądu.

Ilinca nie wiedziała, co oznaczają przepisy. Ani akta. Ani wyroki skazujące.

Wiedziała tylko, że jej ojca nie ma w domu.

I że dorośli mają moc, by to zmienić.

Sędzia Horea lekko się pochyliła.

„Jak masz na imię?” zapytała łagodnie po raz pierwszy od dawna.

„Ilinca” – powiedziała dziewczynka. „I nie kłamię”.

W sali sądowej zapadła cisza.

„Jak mi pomożesz chodzić?” – kontynuowała sędzia, unosząc jedną brew.

Ilinca zastanowiła się przez chwilę.

„Pomagam cioci Marii iść na targ. Trzymam ją za rękę. I idziemy powoli. I nie puszczam jej”.