Мamusiu, oczywiście przeprowadź się do nas na stałe, Ola się ucieszy,
— Dzwoniłem dziś do mamy — zaczął Dmitrij, nie podnosząc wzroku znad ekranu. — Narzeka, że sąsiedzi hałasują, że klatka schodowa brudna, że do sklepu daleko. Ciężko jej samej, rozumiesz?
Ola kiwnęła głową, nakładając na talerze kaszę gryczaną z kotletami. Rozmowy o teściowej pojawiały się coraz częściej, ale wciąż miały formę zwykłych, synowskich zmartwień. Ola nie widziała w tym nic niepokojącego — matka się starzeje, syn się martwi, normalna sytuacja w wielu rodzinach.
— Może zatrudnić jej pomoc? — zaproponowała Ola, siadając naprzeciw. — Żeby ktoś dwa razy w tygodniu przychodził, pomagał w domu, poszedł do sklepu.
Dmitrij skrzywił się, jakby usłyszał coś nieprzyzwoitego.
— Obcy ludzie w domu? Nie, mama czegoś takiego nie zniesie. Tam są rzeczy, prywatna przestrzeń. Wstydzi się przy obcych.
Ola zamilkła. Nie chciało jej się kłócić, a temat nie wydawał się poważny. Zjedli kolację w ciszy, przerywanej jedynie dźwiękami telewizora z salonu. Dmitrij poszedł do ekranu, Ola zaczęła myć naczynia, myśląc o jutrzejszym raporcie, który trzeba było oddać do południa.
Kilka dni później rozmowa się powtórzyła. Potem znów. Dmitrij coraz częściej wspominał o matce, o jej samotności, o jej narzekaniach. Ola słuchała cierpliwie, czasem proponowała rozwiązania, ale za każdym razem natrafiała na odmowę. To teściowa nie chce obcych, to za drogo, to w ogóle niewygodnie.
A potem nadszedł ten wieczór, kiedy wszystko się zmieniło.
Był piątek, za oknem mżył deszcz, a Ola marzyła tylko o jednym — położyć się wcześniej z książką i zapomnieć o tygodniu w pracy. Dmitrij przywitał ją w progu z płonącymi oczami, jakby wymyślił coś genialnego.
— Olu, zdecydowałem! — oznajmił mąż z entuzjazmem, ledwie żona przekroczyła próg. — Mamusia przeprowadzi się do nas. Na stałe. A ja rzucę pracę, będę z nią siedział. Ucieszysz się, prawda?
Ola zastygła, ściągając mokrą kurtkę. Widelec, który minutę wcześniej trzymała w ręku przy kolacji, mógłby wypaść równie łatwo jak teraz chciało jej się upuścić torebkę.