Tej nocy nie spała. Nasłuchiwała każdego dźwięku w domu, każdego śmiechu dochodzącego z sąsiedniego pokoju, każdego ciężkiego kroku Iona. W pewnym momencie Leana zakaszlała. Suchy, stary kaszel. Maria poczuła coś dziwnego: nie nienawiść. Ale zimną jasność.
Rano Ion wyszedł wcześnie. Nic jej nie powiedział. Leana siedziała przy stole, obierając fasolę.
— Idziesz dziś znowu w teren — powiedziała, nie podnosząc wzroku.
Maria włożyła szalik. Ale zanim wyszła, zatrzymała się.
— Nie.
Leana spojrzała w górę, zaskoczona.
— Co powiedziałaś?
— Już nie idę.