— Dowiedzieć się czego?
Dănuț zrobił krok naprzód.
— Pieniądze… nigdy do nich nie dotarły.
Cisza.
Słowa spadły jak siekiera.
— Co masz na myśli? Wysyłałem je co miesiąc. Przez bank. Na twoje konto, Dănuț. Powiedziałeś mi, że wszystko dla nich rozwiążesz. Że zbudujesz im nowy dom. Że kupisz im centralne ogrzewanie, meble, wszystko.
Dănuț przeczesał włosy dłonią.
— Na początku chciałem… ale… były długi. Gry. Przyjaciele. Powiedziałem, że to pogodzę. Że nikt się nie domyśli. A potem… wszystko się zawaliło.
Ionel przestał dobrze słyszeć.
Piętnaście lat.
Piętnaście lat, podczas których jego rodzice żyli w zimnie, a on podpisywał kontrakty warte setki tysięcy euro. Piętnaście lat, podczas których chwalił się kolegom, że „wyciągnął rodzinę z biedy”.
— Czemu nic nie mówiłeś? — wybuchnął, zwracając się do rodziców.