Wróciłam do domu i znalazłam mojego syna nieprzytomnego przy drzwiach…
Ale to, co zobaczyła, odebrało jej dech w piersiach: jej syn, Jaylen, zaledwie dwunastoletni, leżał nieprzytomny przed drzwiami, z jednym butem jeszcze na nodze, a plecak rozrzucony, jakby upadł w trakcie biegu.
Klucze wypadły jej z rąk.
Pobiegła do niego, podniosła go w ramiona i krzyknęła jego imię:
— Jaylen!
Nie było odpowiedzi.
Jego usta były blade, skóra zimna i wilgotna.
Trzęsącymi się rękami Monroe zadzwoniła do swojego starego przyjaciela, doktora Milesa.
— Przyjedź natychmiast! — błagała — coś jest nie tak z Jaylenem.
Trzymając telefon, usłyszała cichy dźwięk, który sprawił, że się odwróciła: przewracanie strony.
Tam, siedząca w bujanym fotelu, jakby nic się nie działo, była Geneva, jej teściowa.