Wczoraj wieczorem pomogłem pewnej kobiecie zanieść ciężkie torby do domu

— O rany, słyszałam, co się stało… Czy ona żyje? Czy nic jej nie jest?

Zatrzymałam się, zaskoczona.

— Kto zadzwonił na policję? — zapytałam.

Zawahała się.

— Ja…

Poczułam, jak nerwy mi się nagrzewają.

— Ty?! Dlaczego?!

— Widziałam, jak niosłeś te wielkie torby… a ona była blada na twarzy… Potem zobaczyłam, jak szybko wychodzisz. Bałam się, że coś jej zrobiłeś… Był wieczór… Spanikowałam… Nie chciałam, żebyś miała kłopoty…

Przez kilka sekund milczałam. Patrzyłam na nią i nie wiedziałam, czy krzyczeć, czy wyjść.

— Proszę pani, następnym razem… proszę najpierw zapytać, nie dzwonić od razu na policję.

Skinęła głową, zawstydzona.