Ana skinęła głową.
— „Życie, które do mnie należy, to to, które sama wybrałam”.
Po godzinach dyskusji zgodziła się tylko na jedno: fundusz na edukację dzieci. Tylko tyle. Żadnych pałaców. Żadnej przeprowadzki do miasta.
Samochody odjechały tak, jak przyjechały, zostawiając za sobą kurz na ulicy i wieś, która wciąż nie otrząsnęła się z szoku.
W kolejnych dniach ludzie patrzyli na nas inaczej. Z szacunkiem. Z podziwem.
Ale w naszym domu nic się nie zmieniło.
W niedziele nadal jedliśmy sarmale. Wieczorem nadal siadałem przy bramie, na ławce. Moje dłonie wciąż były spękane od pracy.
Ale teraz wiedziałem jeszcze wyraźniej:
Pieniądze nie czynią człowieka. Bogactwo nie przynosi spokoju.