W wieku 36 lat poślubiłem kobietę żebrzącą na ulicy

Samochody zatrzymały się tuż przed naszym domem.

Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Pomyślałam o długach, o jakimś bałaganie, o czymś, o czym mogłam nie wiedzieć.

Drzwi pierwszego samochodu się otworzyły. Wysiadł mężczyzna po pięćdziesiątce, nienagannie ubrany. Rozejrzał się, a potem jego wzrok zatrzymał się na Anie, która wyszła na próg z fartuchem zawiązanym wokół talii.

Przez chwilę dostrzegłam na jej twarzy coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam: strach.

Mężczyzna podszedł i powiedział drżącym głosem:

— „Panno Ano… W końcu panią znalazłem”.

Wioska ucichła.

Poczułam, jak miękną mi nogi.

Wtedy poznałam prawdę.