Samochody zatrzymały się tuż przed naszym domem.
Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Pomyślałam o długach, o jakimś bałaganie, o czymś, o czym mogłam nie wiedzieć.
Drzwi pierwszego samochodu się otworzyły. Wysiadł mężczyzna po pięćdziesiątce, nienagannie ubrany. Rozejrzał się, a potem jego wzrok zatrzymał się na Anie, która wyszła na próg z fartuchem zawiązanym wokół talii.
Przez chwilę dostrzegłam na jej twarzy coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam: strach.
Mężczyzna podszedł i powiedział drżącym głosem:
— „Panno Ano… W końcu panią znalazłem”.
Wioska ucichła.
Poczułam, jak miękną mi nogi.
Wtedy poznałam prawdę.