Lidia kontynuowała:
— Kiedy Orion był na skraju bankructwa, ktoś uwierzył w potencjał firmy. Zainwestował setki milionów lei. Zagwarantował pożyczki. Pokrył długi.
Mihai poczuł, jak pot spływa mu po plecach.
— Tym inwestorem byłem ja.
Całkowita cisza.
— Nie dla wizerunku. Nie dla prasy. Ale dlatego, że wierzyłam w mężczyznę obok mnie.
Kilka kamer zwróciło się prosto na Mihaia.
— Ale władza nie oznacza fleszy i występów w telewizji — powiedziała. Władza oznacza lojalność. Charakter. Szacunek.
Dyskretnie skinęła głową.
Prawnik firmy wszedł na scenę z aktami.
— Zgodnie z klauzulami umów finansowych, Meridian Crest przejmuje większościowy pakiet kontrolny w Grupie Orion. Pan Mihai Rădulescu zostaje zwolniony ze stanowiska prezesa ze skutkiem natychmiastowym.
To brzmi… jak fala rozbijająca się o brzeg.
Jego kariera, zbudowana na wizerunku, waliła się na ziemię.