Synowa wróciła do swojego mieszkania, a tam przyszła teściowa i teść
Lidia zmarszczyła brwi.
Zasuwka zawsze chodziła gładko, jak po maśle.
Pchnęła ciężkie drzwi, obite jasną okleiną, i znieruchomiała na progu.
Zamiast zwyczajnej świeżości i lekkiego aromatu lawendy, który tak ceniła, w nos uderzył ją gęsty, stęchły odór starych rzeczy, naftaliny i czegoś kwaśnego, przypominającego skwaśniałą kapuśniakową zupę.
W przestronnym holu, gdzie jeszcze rano panował idealny minimalizm, piętrzyły się kartonowe pudła.
Oklejone rudą taśmą, wyglądały jak ohydne narośla na ciele eleganckiego mieszkania.
— Borys, no gdzie ty stawiasz to pudło.
Tu będzie stała toaletka. — dobiegł z salonu władczy kobiecy głos.
Lidia zrobiła krok naprzód, ściskając torebkę tak mocno, że skóra zaskrzypiała.
Rozpoznała ten głos.