Walizki stały już przy drzwiach.
Dwie niewielkie, ale wystarczające na resztę życia.
Dokładnie o dziewiątej rozległ się dzwonek.
Cristina była pierwsza przy drzwiach.
Usłyszałem jej lekki śmiech, pełen lekceważenia.
— Co to znowu za niespodzianka…
Potem zapadła cisza.
Ciężka.
Niepokojąca.