Starsza kobieta myślała, że ​​jej adoptowana córka zabiera ją do zakładu psychiatrycznego

— Sprzedałam stare mieszkanie, mamo. Kupiłam dom na obrzeżach miasta. Parter, bez schodów. Mały ogródek. Łazienka z poręczą. Wszystko, czego potrzebujesz.

Margareta pokręciła głową z niedowierzaniem.

— Lidia, nie chcę być ciężarem…

— Nigdy nie byłaś, wybuchnęła Lidia. Nie wtedy, gdy zabrałaś mnie z domu dziecka. Nie wtedy, gdy pracowałaś na dwa etaty, żebym mogła mieć nowy tornister. Nie wtedy, gdy poświęciłaś się dla mnie.

Jej łzy płynęły teraz strumieniami.

— Moja kolej, mamo.