Kiedy dotarli na miejsce, Maria instynktownie przejęła kontrolę nad wszystkim. Rozłożyła czyste koce, nalała wody do grzejnika, zapaliła światło w dużym pokoju. Ion stał w drzwiach, drżącymi rękami, modląc się jak nigdy od lat.
Poród był trudny. Bolesny. Ale prawdziwy.
A kiedy dom wypełnił głośny płacz dziecka, Maria wybuchnęła płaczem. Trzymała w ramionach małą, ciepłą, żywą dziewczynkę.
— Wszystko w porządku… wszystko w porządku… — powtarzała jak modlitwę.
Violeta też płakała. Nie z bólu, ale z ulgi. Ana nieśmiało podeszła i dotknęła małej rączki siostry.
— Czy to nasza? — wyszeptała.
— Tak, kochanie — powiedziała Violeta.