I od tamtej chwili atmosfera się zmieniła. Nie chodziło już tylko o smutne urodziny, ale o prawdę, która wyszła na jaw i zemstę, której nikt się nie spodziewał.
Charles zaprowadził mnie do swojego gabinetu. Pokój wydawał się zwyczajny, ale dyskretne pchnięcie sprawiło, że ściana się rozsunęła, a przed nami otworzył się ukryty pokój. Był pełen akt, pendrive’ów i ręcznie pisanych notatników. Na dużym ekranie odtwarzały się nagrania. Ich głosy rozbrzmiewały szyderczo: Andriej i Loredana rozmawiali o pieniądzach, spadku, o tym, jak układali plany bez mrugnięcia okiem.
„Byłaś moimi oczami” – powiedział, nachylając się w moją stronę. Ale teraz musisz stać się też moim głosem.