Eduard patrzył na mnie długo, próbując odczytać prawdę z moich oczu. Powoli skinąłem głową, a on podszedł, nic nie mówiąc, jakby od zawsze wiedział, że nasza historia nie jest kompletna.
Anton dał znak ochroniarzowi. Drzwi się otworzyły i z samochodu wyjęto grubą teczkę pełną dokumentów, zdjęć i dokumentacji medycznej. Ta teczka ważyła więcej niż jakikolwiek ciężar, który nosiłem w duszy przez dziesięć lat.
— Kim więc jestem? — zapytałem. — Kto zabrał Razvana?
— Nie mogę jeszcze powiedzieć… — odpowiedział. — Ale wiem, gdzie teraz jest.
Poczułem, jak ziemia pode mną drży.
— Czy on… żyje?
Anton zamknął oczy na kilka sekund.
— Tak. Ale on cię potrzebuje, natychmiast.
W tym momencie usłyszałem kroki i głosy na ulicy. Sąsiedzi gromadzili się jak w cyrku. Jakaś kobieta krzyknęła:
— Widzisz, mówiłam ci, że coś jest nie tak!