— To moje oszczędności, pani Mario — powiedział z drżącym głosem — pracowałem całe lata, żeby osiągnąć to, co mam teraz, i nigdy nie zapomniałem, co dla mnie i mojego brata zrobiłaś.
Serce Marii zabiło szybciej, a po policzkach popłynęły niewidoczne łzy.
— Nie… nie trzeba było… — wyszeptała ledwo słyszalnie.
— Trzeba było, pani Mario. To mój sposób, by okazać wdzięczność, by pokazać, że dobroć, którą mi okazałaś, nie poszła w zapomnienie.
Przypomniała sobie, jak młodszy brat chłopca, dziś już dorosły i mieszkający w innym mieście, szukał go w każdy wieczór i płakał z tęsknoty. Maria pocieszała go wtedy słowami i ciepłym jedzeniem, nie oczekując nic w zamian.
— Śledziłem panią, pani Mario. Chciałem, żeby pani wiedziała, że zmieniła pani nasze życie.