Harrington wstał i wyciągnął rękę.
„Nie jesteś sama. W Rumunii mamy powiedzenie: »Człowiek uświęca miejsce«. Twój ojciec uświęcił to miejsce swoją dobrocią i pracą. Dopilnuję, żebyś czuła się dobrze”.
Emily nie do końca rozumiała to powiedzenie, ale ciepły ton mężczyzny przyniósł jej odrobinę spokoju.
W ciągu kolejnych dni wieść o testamencie rozeszła się szerokim echem. Linda, zaślepiona gniewem, próbowała zakwestionować dokumenty. Tradycja i prawo były jednak jasne: testamentu zmarłego nie dało się tak łatwo podważyć.
Rozprawa, która nastąpiła, przyciągnęła uwagę prasy. Nagłówki krzyczały o „małej dziedziczce” i „odrzuconej wdowie”. Emily jednak pozostała z dala od zgiełku świata. Harrington zabrał ją do cichego domu, gdzie w ogrodzie rosły kwiaty rumianku, przypominające jej rumuńskie opowieści o babciach, które gotowały herbatę dla ukojenia duszy.
Pewnego wieczoru Harrington ponownie odczytał jej testament, tym razem podkreślając ostatnie zdanie: „Chciałabym, żeby Emily mieszkała w domu, w którym miłość jest ważniejsza od bogactwa”.