Oficer policji uratował umierającego owczarka niemieckiego — a to, co
Jedno oblizało jego klatkę piersiową, zbyt słabe, by zrobić coś więcej. Potem wrócił do matki. Nie stawiała oporu, gdy ją podnosił.
Była przeraźliwie chuda, lżejsza niż powinna.
Głowa opadła na jego ramię, gdy przedzierali się przez śnieg, podtrzymując ją jedną ręką, chroniąc przed wiatrem.
Każdy krok wydawał się milą. Burza szarpała nim, wpychając śnieg do butów i rękawów.
Ale Will zacisnął zęby i szedł dalej. Jego oddech unosił się w chmurach pary.
Światło chaty migało za podmuchami bieli.
Nie zatrzymał się, aż wpadł na drzwi, kopnął je i potknął się do środka.
Ciepło uderzyło niczym fala tsunami. Will ukląkł przy ogniu, kładąc owczarka na wełnianym kocu.
Wyjął szczenięta z płaszcza i położył je delikatnie obok matki.
Poruszały się słabo, przytulając się do jej boku.
Oddychała płytko, ale oddychała. Will zdjął przemoczony płaszcz i rękawice, wziął czajnik i nalał ciepłej wody do miski.