Oficer policji uratował umierającego owczarka niemieckiego — a to, co

Szczeniaki wierciły się obok niej. Cała chata pachniała dymem, mokrą sierścią i lekko mlekiem.

– Była uwięziona – powiedział Will. – Stalowa szczęka, zostawiona na śmierć.

June uklękła przy psie bez wahania, jej ręce były pewne mimo artretyzmu, który skrzywiał knykcie.

– Masz szczęście, że ją usłyszałeś – powiedziała, podnosząc brzeg opatrunku.

Rany czyste. Dobrze sobie poradziłeś.

– Zrobiłem, co mogłem – odparł Will. – Mam trochę emoksycyliny w domu. Weterynaryjnej. Pomoże, żeby noga się nie zainfekowała. Przyniosę po południu.

Skinął głową. – Dziękuję.

June spojrzała na niego z dziwnym błyskiem w oku.

– Wiesz, Will, kiedy tu się przeprowadzałeś, miałeś taki wyraz twarzy, jakby cię nic nie obchodziło. Wygląda na to, że świat miał inne plany.

Nie odpowiedział, tylko przełknął ślinę i odwrócił się z powrotem do ognia.

Reszta dnia upłynęła w cichym rytmie.

Will ponownie oczyścił ranę, zagotował wodę, ogrzał pokój kolejną partią drewna.

Szczeniaki były silniejsze niż poprzedniej nocy. Niewiele, ale wystarczająco.