O trzeciej nad ranem w drzwiach pojawił się mój siostrzeniec

W niecałe dwie sekundy pistolet był w mojej dłoni, wycelowany prosto w jego kolano. Strzeliłem.

Jego krzyk wypełnił dom. Maczuga upadła. Munteanu zamarł.

„Odłóż broń” – wyjąkał.

„Ty ją odłóż” – powiedziałem mu. „Wiem dokładnie, ile masz naboi i kto za nie zapłacił”.

Munteanu odłożył broń. Pocił się.

„Zadzwoń po karetkę” – powiedziałam. „A potem zadzwoń do Bukaresztu. Powiedz im moje imię”.

Kiedy powiedział „Maria Vance”, jego głos ucichł.