W niecałe dwie sekundy pistolet był w mojej dłoni, wycelowany prosto w jego kolano. Strzeliłem.
Jego krzyk wypełnił dom. Maczuga upadła. Munteanu zamarł.
„Odłóż broń” – wyjąkał.
„Ty ją odłóż” – powiedziałem mu. „Wiem dokładnie, ile masz naboi i kto za nie zapłacił”.
Munteanu odłożył broń. Pocił się.
„Zadzwoń po karetkę” – powiedziałam. „A potem zadzwoń do Bukaresztu. Powiedz im moje imię”.
Kiedy powiedział „Maria Vance”, jego głos ucichł.