— Mamo… wybacz mi.
— Wybaczam ci, powiedziałam. Ale nikt już na mnie nie nadepnie.
Wróciłam do domu w spokoju. Po raz pierwszy od lat. Czasami, żeby uratować budynek, trzeba zburzyć to, co krzywe. A ja, architektka całe życie, wiedziałam dokładnie, gdzie uderzyć.
I nikt nigdy nie odważył się wyrwać mnie z życia mojej własnej krwi.